Monday, 11 November 2013

Portugalia [8] - Guimaraes i Braga

Chronologicznie powinna teraz nastąpić relacja z wycieczki do Lizbony, ale czuję tak ogromny niedosyt tego pięknego miasta, że chyba zatrzymam sobie Lizbonę na następny raz i opiszę ją porządnie, razem ze zdjęciami także mojego autorstwa (tak, pojechałam bez aparatu :( ).


muzyka pod zdjęcia :)

W zeszłą niedzielę, korzystając ze zmiany pogody postanowiliśmy z Patrykiem wybrać się na północ. Okoliczności (oraz uprzejmość :)) znacznie zmodyfikowały plany Patryka i w związku z tym pojechaliśmy nie tylko do Guimaraes ale też, tak jak planowałam, do Bragi. Taka wycieczka za 3,70 i jeden uśmiech.
Jeszcze przez kilka tygodni CP Urbanos mają super promocję i można sobie wydrukować kupon uprawniający do darmowego przejazdu na dwóch liniach Aveiro-Porto i Braga-Porto. Postanowiliśmy zatem zaoszczędzić kilka euro i przejechać się za darmo do Porto, a stamtąd również CP Urbanos do Guimaraes (3,70). Półtorej godziny w pociągu do Porto z Anetą i jej znajomymi, później godzinka przerwy na kawę i kolejne półtorej, żeby dotrzeć do Guimaraes. 

budynek dworca Sao Bento

Przepiękne tradycyjne azulejos na dworcu

Porto o poranku
 Od samego wyjścia z dworca poczułam, że w Guimaraes jest inaczej. Atmosfera była... alepejska :) Zupełnie inaczej pachniało powietrze, a i otaczające miasto wzniesienia jasno dawały do zrozumienia, że nie jesteśmy już na wybrzeżu. Jednak już po kilku minutach spaceru musiałam zreflektować poglądy i uznałam, że miasteczko bardziej przypomina wioskę na Słowacji niż w Alpach.
pranie. Typowy dla Portugalii widok.

 Posiłkując się przewodnikiem patryka i aplikacją, którą ściągnęłam (linkuję, bo już drugi tydzień wyśpiewuję peany na cześć jej geniuszu) odkryliśmy, że w Guimaraes jest kolejka linowa, którą można wjechać do sanktuarium o Santuário de Nossa Senhora do Carmo da Penha znajdującego się na  Montanha da Penha. ucieszyliśmy się jak dzieci! :)




Samo sanktuarium niestety nie zachwycało. Ani w środku, ani na zewnątrz.

 Co innego widok na miasto...

W dole widać stadion. Z okazji  Euro 2004 pierwszej stolicy Portugalii też się poszczęściło :))



Ponieważ pogoda robiła się coraz ładniejsza, postanowiliśmy zejść ze wzgórza na nogach, podziwiając przyrodę, super nowoczesne, olbrzymie domy, małe chatki przy winnicach i... (a jakże!) suszące się pranie :D Przy okazji znaleźliśmy drzewa na którym rosły "pomidory"i latającego koguta, zatęskniliśmy za Tatrami, rozwazaliśmy etymologię słowa "popas", a także odkryliśmy, że z polskiego mam co najwyżej C1.1, bo przypadkiem uznałam, że dopełniacz liczby mnogiej od "motto", to "mótt".



pomidory rosnące na drzewie bazyliowym. Żartuję. nie mamy pojęcia co to było.



Po stosunkowo długim spacerze udało nam się dotrzeć do starego miasta - wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
główny plac miasta z drzewkiem oliwnym

może bułeczkę z dżemem?







Paço dos Duques de Bragança z XV wieku


Zamek z X wieku
 Po 14 zaczęliśmy się powoli zastanawiać nad dalszymi planami i perspektywami na podróż do Bragi. Postanowiliśmy zaryzykować złapanie stopa, żeby w pełni trzymać się wybitnej wręcz niskobudżetowości wycieczki. Po krótkiej panice, że nie mamy kartki, na pomoc przyszła moja torba Hermiony z rozkładem autobusów z Lizbony, wrzuconym jako śmieć i ulubiona szminka.

Stanęliśmy przy drodze prowadzącej do Bragii. Z każdą chwilą jednak byliśmy coraz bardziej pewni, że nic nie złapiemy, bo staliśmy jeszcze w mieście i wszyscy nam machali, że zaraz skręcają, a nie bardzo chciało nam się iść za miasto. Jakiś młody chłopak z przerażeniem w oczach pytał się nas czy nie mamy pieniędzy, żeby pojechać tam autobusem. Nie bardzo zrozumiał nasze tłumaczenia z motywem przewodnim "Hej przygodo!" i mocno nieprzekonany życzył nam powodzenia. 
Czekaliśmy jednak tylko 17 minut i w senne, niedzielne popołudnie zatrzymał się koło nas mężczyzna jadący w odpowiednim kierunku. Szybko okazało się, że nie mówi po angielsku, więc miałam okazję potrenować portugalski przed egzaminem. 


Powiedział, że nie jedzie do Bragi, ale że kierunek się zgadzał postanowiliśmy tak czy siak jechać z nim. W okolicach 1/4 trasy pokazał nam jakiś dom, mówiąc "Tu mieszkam", po czym... pojechał dalej, wprowadzając nas w niemałą konsternację. Na pytanie dokąd teraz jedzie bez wahania odpowiedział: "Do Bragi! Odwiozę was, bo co mam lepszego do roboty?" :D.


Tak, ekspresowo, jeszcze przed 16 znaleźliśmy się w Bradze - jednym z najstarszych miast Portugalii.





przepiękna katedra w Bradze







nie mogę ci pomóc. Jestem świnią na smyczy w centrum miasta.





Zgodnie z Portugalskim powiedzeniem:
Braga reza, o Porto trabalha, Coimbra estuda e Lisboa diverte-se
 "Braga się modli,  Porto pracuje, Coimbra studiuje, a Lizbona się bawi", udało nam się odkryć całe masy kościołów i sanktuariów i ani jednego miejsca (poza McDonaldsem, ktory zgodnie zbojkotowaliśmy), w którym można by było zjeść kolację w niedzielny wieczór (jak się okazuje, niedziela, to jest dzień, który generalnie Portugalczykom nie wyszedł ;)).


mimo aury za oknem, w Portugalii też trwają przygotowania do świąt

wariacje na temat suszenia prania


Po długim snuciu się po mieście, w końcu udało nam się znaleźć tani bar, gdzie zjedliśmy to coś (czekam, aż Patryk mi przypomni jak to się nazywało ;P). Było to ciasto francuskie z szynką i serem.


dworzec ukryty w biurowcu...
... i fasada starego dworca

Bardzo, bardzo zmęczeni wróciliśmy do Porto, korzystając z darmowych kuponów, przy okazji poznając w pociągu grupę Szwedów, którzy pływają po świecie, żeby skakać ze spadochronem i Litwinów, zwiedzających Portugalię. Później jeszcze kolejne półtorej godziny w pociągu do Aveiro za darmo i człapanie z dworca do domu na koniec tego pełnego wrażeń dnia.

Oba miasta są niesamowicie urokliwe, pogoda dopisała i dzień z mottem "Hej przygodo!" uznaję za bardzo udany :) A z Patrykiem podróżuje się jak z Szychowską, o! :D

Coming soon: fale w Nazare, Fatima i Coimbra :)
Post a Comment