Wednesday, 18 September 2013

Portugalia [4] - Porto

Soundtrack pod zdjęcia:

 Już prawie dwa tygodnie temu, w piątek, pojechaliśmy na wycieczkę do Porto w ramach CE-ILC (Campus Europae Intensive Language Course). Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Fundação de Serralves: parku i muzeum sztuki współczesnej.
Krzysztof i łopatka
Paweł i Filomena - nossa profesora de linga portuguesa ;)
Karolina, Tusia, Nina, Aneta i ja

"bacalhau?! ..."
cohere/disperse cohere/cohere disperse/cohere disperse/disperse
 Wystawa Mela Bochnera:











 Z muzeum trzeba mnie było wyciągać prawie siłą - stała wystawa zaskakiwała, projekty audiowizualne Alexandra Estreli szokowały i zdecydowanie przerastały możliwości percepcyjne zdrowego umysłu, a na koniec świetna wystawa Mela Bochnera z cudownym 'Blah blah blah" była po prostu ładna :) Jako że generalnie sztukę współczesną lubię i nie przejmuję się kiedy nie rozumiem, to cieszyłam się tam jak dziecko (czego nie można powiedzieć o reszcie naszej niewyspanej i głodnej grupy).

Z Serralves pojechaliśmy do Casa da Musica. Oryginalna bryła budynku szybko stała się wizytówką miasta, choć mnie osobiście nie przekonała. Agać głodna - Agać zła.









Poza dwiema salami koncertowymi w Casa da Musica znajduje się kilkanaście mniejszych i większych pomieszczeń używanych jako viproomy, do prób, prelekcji dla uczniów i do dyskusji o muzyce. Przestrzeń na około budynku opanowali skaterzy.


Głodni (coraz bardziej) przejechaliśmy w inną część Porto - w okolice rzeki Douro. Z całego autokaru słychać bylo ochy i achy jak między wąskimi uliczkami nagle ukazywały się widoki na rzekę.


Przejechaliśmy przez Ponte Dom Luís I i po drugiej stronie Douro skorzystaliśmy z Teleferico de Gaia, żeby dostać się na wzgórze.






Ponte Dom Luís I zaprojektowany przez ucznia Gustava Eiffela (łatwo zauważyć :))



Gdy zjechaliśmy na dół znaleźliśmy się w rejonie, który na turystycznej mapie Porto oznaczony był jako 'Wine spot' - Vila Nova de Gaia. Najpierw poszliśmy na degustację białego i czerwonego porto do jednej z winiarni, a później zostaliśmy oprowadzeni po muzeum Sandemana - jednej z najsłynniejszych marek wina porto.
Porto jest bardzo mocne, bardzo słodkie i drogie - tyle w tym temacie ;)





W tym miejscu zostawilam całą grupę, żeby spotkać się z Martą i jeszcze trochę powłóczyć po mieście - czyli zwiedzać bardziej w moim stylu. Przeszłyśmy się wybrzeżem Ribeira i wąskimi uliczkami wspinałyśmy się w górę.














 Porto robi wrażenie. Zapiera dech w piersiach po to, żeby sekundę później skłonić do rozmyślań nad tym jak się żyje w rozpadających się, wybudowanych ciasno koło siebie budynkach na zboczach wzgórza. 
Mój pierwszy raz w Porto, ale na pewno nie ostatni, choć... coraz bardziej lubię Aveiro :))


//część zdjęć pochodzi z aparatu Tusi (robione przez Ninę :)) Obrigada!
Post a Comment