Showing posts with label ESN. Show all posts
Showing posts with label ESN. Show all posts

Monday, 29 June 2015

Baltic trip [2]: Helsinki

After almost 11 months since our Baltic Trip, I finally found enough time to catch up on all the travels (I haven't noticed but I actually visited quite a lot of places this year), so I decided to share some photos from Moomins land. 

You can find first part of the Baltic Trip (Tartu, ESN Estonia National Platform, Tallin) HERE. Luckily we both have adventurers' souls, so it was clear for us, that if only had we a chance to visit another city, bah, another country, that none of us have never been to before, we should totally do that. We found prety cheap ferry from Tallin to Helsinki and we spent whole, super hot (yeah… Santa, reindeers, snow? Bullshit. I was literally melting!) day, wandering and sightseeing. 

We took a ferry very early in the morning and after a short nap we could have already admired the Finnish coast. We've met with Mikael from ESN Finalnd not much later, and we spent few next hours visiting the city and Suomenlinna island with this awesome, local guide :)


Helsinki

Helsinki, Moomins

Helsinki, one day in Helsinki

Suomenlinna


We have spent the second half of our day in Helsinki with Totti - my erasmus friend from back when I was young and stupid (2012 :P). It was absolutely awesome to meet him after two years! We were chilling at his balcony and walking barefoot (cause why not?) before we took a ferry back to Tallin.







Wednesday, 24 June 2015

7 reasons why joning ESN is the worst thing you can do

You don't have free time anymore.
Cause if you do, there is always a new event to plan, new ideas to share, new people to meet or… new emails to read. And if you manage to do some amazing time management and you get more time for yourself… well… ESN will take it all anyway. And the worst part - you will still be super excited about it.

You forgot the perks of all inclusive holidays.
You got so used to traveling like a local, having pocket money only, that you don't understand why do  you have to pay pay a looot for visiting a city, when you could simply get there by cheap flight/ hitchhiking/ bla bla car and crush on former erasmus or local ESNer couch. And have a beer where locals do! "Anyone from…?".

Cooperating with your classmates become challenging.
They know shit about project planning, dividing tasks and time management. In worst case scenario they believe using google docs requires super powers.

Your regular friends don't get what's all the fuss about.
"Sure. Foreigners. Ofc. THOSE erasmus people. Shouldn't you start doing something serious?". And my personal favourite one: "Omg, I don't get why are you sad. The new ones will come in few months, right?"

You became sadly realistic about yourself. 
ESN teaches you, that actually less is better and no-one would eat a blue banana. When audience fall asleep during your presentation it's not topic that is boring - you are. Oh and if you screw things up, you will receive very tasty feedback sandwich - until you learn how to do things in a right way. And you will have to learn all the time. And despite all of that…

You believe in unicorns.
In spite of the difficult daily life situations, you actually believe that everything is possible and eventually you will get everything you work for. Not alone obviously. Those are the fellow ESNers that will push you forward, support your ideas and not let you give up (ignoring tears and blood). Looking for the synergy effect? Well… ESN defines it. So if there is anyone I could blame for my ambitions, courageus life plans and not accepting being average - damn you ESN! All your fault!

And the worst of the worst…
You say goodbye more often than order a pizza
Even if you eat a lot of pizza. Yes. And be post-erasmus depressed in your own city. All. The. Time.  You will become best friends with people from other side of europe and then spend all your holidays and all your money on visiting them. Or you will become the "human skype". No matter how tough you think you are and if you locate your friendships in erasmus people or fellow ESNers, at some point, I guarantee, you will be sick of goodbyes. 
Then eventually you can also notice that all in all Europe is pretty small ;)

So now… find the local ESN section, meet those people and give them a waaarm hug. If they are already in - there is no way out. No rescue for them. So just go and show your emotional support.




Tuesday, 12 August 2014

Baltic trip!: część pierwsza: Estonia (Tartu, NP ESN Estonia, Tallin)

Po roku na erasmusie nie miałam absolutnie żadnych planów na wakacje, więc kiedy pojawiła się tylko propozycja odwiedzenia Matisa (kolegi z erasmusa, a zarazem członka ESNu ) w Estonii, udało mi się namówić Patryka na wspólną wyprawę (choć prawdę mówiąc nieszczególnie ciężko się opierał), a plan ewoluował bardziej i bardziej, ciężko było odmówić takiej przygodzie. Dzisiaj więc zapraszam na pierwszą część wspomnień z naszej wyprawy po krajach bałtyckich, czyli raport z Estonii: jeden dzień w Tartu, weekend na NP i jeden dzień w Tallinie.


Niczego by nie było gdyby nie ESN - jak patetycznie by to nie brzmiało, to jednak prawda ;) Matis sprytnie użył argumentu estońskiego National Platform, żeby ściągnąć nas do Estonii. Zostałam bezsilna wobec niesamowitej szansy przeprowadzenia warsztatów, zaprezentowania ESN Polska w tym malutkim kraju, wymiany doświadczeń, podsłuchania i podpatrzenia jak to działa gdzie indziej. Jeszcze w środę odbywałam ostatni dzień praktyk, przygotowywałam gry na warsztaty z komunikacji interpersonalnej, wprowadzałam ostatnie poprawki do prezentacji o motywacji i ESN Polska, pakowałam plecak i już o 2 w nocy spotykałam się na kaliskiej z Patrykiem, dzielnie trzymając pod pachą Włodzimierza (W-Łodzi-mierz jest lwem piratem i maskotką ESN UŁ - prezentem od naszej partnerskiej sekcji z Lyonu). Z Kaliskiej polski bus do Warszawy, podróż metrem, autobusem o 5 rano i już o 6:30 byliśmy zapakowani do autokaru firmy Ecolines, którym z jedną przesiadką w Rydze mieliśmy dotrzeć do Tartu.

Włodzimierz podbił Warszawę wczesnym rankiem

Autokar nas pozytywnie zaskoczył dużą ilością miejsca na nogi, ekranami w siedzeniach i sporą pulą filmów do wyboru. Gdyby nie to, że byliśmy strasznie padnięci po nieprzespanej nocy, to może nawet jakiś obejrzelibyśmy do końca ;) Jedyny minus stanowiła pani pokładowa, która posługiwała się tysiącem języków, ale tylko angielski stanowił wspólny mianownik z tymi, którymi my się posługujemy. Niestety nie był to angielski w najlepszym wydaniu, w dodatku z okropnym akcentem, a pani wprowadzała dużo zamieszania, najpierw uznała, że mamy się przesiąść wcześniej, potem zmieniła zdanie... ale ostatecznie do Tartu jakoś dojechaliśmy w okolicach 12 w nocy lokalnego czasu.

Pierwszą noc spędzaliśmy u Andresa - przewodniczącego ESN Tartu (obecnie ku mojej wielkiej radości nawet ESN Estonia! :)) w jego super rodzinnym domu z przepięknym, radosnym Golden Retriverem. Późnym rankiem następnego dnia Andres jechał do pracy i podrzucił nas do centrum. Spacerowalismy sobie po Tartu najpierw sami, później zaś w towarzystwie Karoli - vice przewodniczacą ESN Estonia. Samo Tartu jest maleńkie (choć jest to drugie co do wielkości miasto Estonii, to mieszka w nim tylko nieco ponad 100tys. mieszkańców. Udało nam się zwiedzić stare miasto, wczłapać na Toomemagi z ruinami katedry, dwoma mostami i budynkami uniwersytetu, kupić lody w nowszej części miasta i przespacerować wzdłuż rzeki do plaży. Cała wyprawa trwała do 16, a ja ją przypłaciłam oparzeniami drugiego stopnia na moim rudolfowym nosie, hej!


Pomnik całujących się studentów na głównym placu miasta





Ogród botaniczny



Już koło 16 zabraliśmy jeszcze ze sobą Agnes, również z ESN Tartu i z Andresem jako kierowcą w nieco ponad dwie godziny podróży przez niekończące się pola i lasy dotarliśmy na miejsce National Platform - do ośrodka kilka kilometrów od Adili (która sama w sobie już jest po środku niczego). 




Wszyscy uczestnicy NP mieszkali w dwóch drewnianych domach, a posiłki przygotowywał finansita ESN Estonia! Atmosfera była bardzo rodzinna, obrady trwały krótko, a resztę czasu wypełniało nam szukanie ZEN, różne warsztaty (poza naszymi z komunikacji i motywacji także te o robieniu dobrych prezentacji, o asertywności a także te poświęcone Exchange Ability - w tym Dinner in the Dark), cała masa enrgizerów (z grubymi kucykami i rekinami na czele) i rumuńskich piosenek. Mieliśmy też sporo czasu na wymianę doświadczeń, więc do Łodzi wróciłam z ogromną motywacją do działania. 

Łódzka reprezentacja



Sobotni, ciężki dzień zakonczyliśmy w saunie i na basenie 








Włodzimierz z maskotką ESN Estonia



Po niesamowitym weekendzie w niedzielę wieczorem już z Matisem przyjechaliśmy do Tallina, by z nim wykonać misję: Tallin w jeden dzień. Długą drogę z przedmieść do centrum umilałam sobie zmuszaniem Matisa do przeprowadzenia podstawowych lekcji estońskiego. Nie zniechęcałam się ale 14 przypadków w deklinacji jednak mnie pokonało i zatrzymałam się na powtarzaniu "dobra dziewczynka", "dobre drzewo", "dobra skała". Przespacerowaliśmy się przez stare miasto, podziwialiśmy budynki na Toompea i widoki z tego wzgórza, pozostałości murów miasta, katedrę Alexandra Nevskiego i zatrzymaliśmy się na lody na rynku dolnego miasta. 









Następnie poszliśmy na piwo i partyjkę olbrzymiej Jengi w ulubionym miejscu Matisa, a potem jeszcze z Helen, którą też znam z Aveiro, poszliśmy na naleśniki i na koniec w okolice Pirita - pozostałości po Olimpiadzie Moskwa 1980 z pięknym widokiem na morze i port. 







Po powrocie czekały nas (znowu!) tylko 4 godziny snu, bo następnego dnia zrywaliśmy się na prom do Helsinek...




Wednesday, 7 May 2014

Portugalia [10] Mafra and Chocolate Festival in Obidos

Marzec minął mi pod znakiem niekończących się wyjść z erasmusami, jeżdżenia na plażę (stopem i na rowerach), lepieniu pierogów, planowaniu wyprawy na Maderę i oczekiwaniu na grant  ;) W związku z tym dalsze podróże nie wchodziły w grę. Poza wycieczką na karnawał do Ovar oraz zorganizowaną przez ESN jednodniową wycieczką do Mafry i na festiwal czekolady do średniowiecznego miasteczka Obidos. 

March was all about neverending going out with erasmus students, going to the beach (hitchhiking and by bike), making dumplings, planning our Madiera trip and waiting for grant ;) That's why any further trips were impossible. Despite our trip to Carnival in Ovar and organized by ESN one day trip to Mafra and International Chocolate Festival in medieval city Obidos. 
Aneta & me
Dużym zaskoczeniem była dla nas ilość chętnych na te wycieczkę. ESN musiał zamówić drugi autokar. Chyba prawie połowę wszystkich uczestników stanowili studenci z wymiany z Chin, których nikt nigdy wcześniej na oczy nie widział.

We wree quite surprised by the amount of people willing to participate in the trip. ESN had to book another bus. I think almost half of the participants were Chinese exchange students that none of us had never seen before.


Mafra - miasteczko położone nieco na północ od Lizbony, jest znane głównie ze względu na imponujący Palácio de Mafra, który został wybudowany z bardzo prostego powodu: Król Portugalii pozazdrościł hiszpańskich pałaców ;)

Mafra - city situated on the norh from Lisbon is mostly known for the impressive Palácio de Mafra, that was build because of the very simple reason: King of Portugal was jealous of spanish palaces ;)







Cały pałac jest ogromny, przestronny i zdecydowanie warty zwiedzenia. Jednak to, co pozostawiło na mnie największe wrażenia to biblioteka... od sufitu do podłogi wypełniona starymi woluminami w różnych językach. 

Whole palace is huge, spacious and definetely worth visitng. But place that made the biggest impression on me was library...from the ceiling to the floor filled with books in different languages.




Po zwiedzeniu pałacu mieliśmy prawie dwie godziny przerwy na piknik, korzystanie ze słońca i odpoczynek na trawie w parku.

After visiting palace we had almost 2 hours of break for picnic, enjoying sun and relaxing on the grass in the park.


me, Diogo & Aneta

Bruno, Marta, Aneta & me

Miro
Naszym kolejnym celem było Obidos - średniowieczne miasteczko, w którym co roku odbywa się festiwal czekolady. Wykorzystałam okazję, że byłam w tej części Portugalii, żeby choć na chwilę spotkać się z Helderem, który mieszka niedaleko. 

Obidos was our next destination. it's medieval city, where annualy the International Chocolate Festival takes place. I used the opportunity of being in this part of Portugal to meet with Helder, who lives nearby.


Teren zamku ozdobiony był różnymi, "czekoladowymi" dekoracjami. Choć z daleka wyglądało to apetycznie, to jednak z bliska widać było, że otacza nas jedna wielka, tandeta, a cały festiwal nastawiony był zdecydowanie na czerpanie niewspółmiernych zysków. 

The castle area was decorated with various, "chocolate" decorations. Although from a distance it looked appetizing, however when we were closer it was clear that we are surrounded but one big crap and the whole festival was definitely organized to reach disproportionate benefits.




Głównym punktem festiwalu byla wystawa czekoladowych rzeźb, przedstawiająca zwierzęta z różnych obszarów świata.

The main point of the festival was the exhibition of the chocolate sculptures, depicting animals from different areas of the world.













Jednak, jak to mówią, 'Nieważne gdzie, ważne z kim' i tak grupa erasmusowo-esnowa świetnie się bawiła ;)

As they said 'It doesn't matter where, but with whom' and our mixed erasmus-esn group had a lot of fun ;)





Miro


Tuż po zachodzie słońca ruszyliśmy w drogę powrotną do Aveiro. I choć sam festiwal nie zachwycił, to jednak zdecydowanie cała wycieczka była miłą alternatywą dla normalnie leniwych niedziel ;)

Just after the sunset we went back to Aveiro. And although the chocolate festival itself was nothing special, the whole trip was a nice alternative to the normally lazy Sundays;)