Showing posts with label podróże. Show all posts
Showing posts with label podróże. Show all posts

Wednesday, 22 July 2015

Guten Tag Berlin!

Since the very beginning of existance of Polski Bus we were somehow planing to visit Berlin and finally in November, when we both felt the post-erasmus urge of going somewhere, we have decided to spend the Friday night in the bus, visit Berlin, wander trough the city, eat falafel (Marta) and bagels (me! God, I swear I have no idea why have I been so stubborn about eating bagels in Berlin) do some shopping in Primark (both) and come back home on Sunday night. 
It was pretty chilly when we arrived to Berlin early in the morning (bullshit. It was f…reezing cold), so we started walking in a quite dynamic way.

 We had visited Potsdamer Platz and it's sourroundings, Holocaust memorial, Brandenburg Gate and Reichtag, when I've realized that it's not even 10am yet and I can't feel my toes due to the temperature outside. 

We've done 2-3 more kilometers on foot, admiring the buildings and traffic lights (please, don't ask me to pronunce that) that I totally fall in love with, before we finally found 'the breakfast spot' that would have bagels and decent temperature inside. I was really trying to find the name or the exact address of the place, but I found nothing… Coffe was great, bagels were fabulous and there was a whole wall of a great coffe related sentences. We sat a bit in a warm place and then continue our walk.





I wasn't particulary impressed by any monuments (fault of the weather?), but bears totally stole my heart. If Berlin would be all about bears, traffic lights and bagels, then I would have already came back there!

To our surprise, sun finally came out of the clouds late in the afternoon allowing us to enjoy the Alexanderplatz. We arrived to the hostel just after the sunset, dropped our things and ran (ok, after whole day of walking and night on the bus it was closer to crawl) to Primark.
We've decided to stay at St. Christophers Inn for the night, as Marta has good experience with the hostel from Prague. We could have found slightly cheaper place, but we've decided to add that few euros for the good hostel experience. Aaaand it was worth it! Staff (receptionist/ bartenders, 2in1) were super friendly, breakfast was great and what was waiting for us in a bar downstairs was the live, acoustic concert. Couldn't have been better!




 The next day, early in the morning it appeared that it's gonna be moderately warm and sunny day, so we used public, city bikes to get to the East Side gallery. Besides admiring the Berlin wall, I wanted to follow the 'Berlin Street art' paths, but that appeared not be really impressive for the girls from Łódź ;) Most of the murals we found were created by the same artists that left their pieces on the walls we come by everyday (like INTI on the photo beneath)
East side gallery, however was incredibly ritch and evolving during years. Every piece of art, every mark on the wall shows an important message - definetely worth seeing!


east side gallery, Berlin, street art


East side gallery, Berlin

We have walked several more kilometers at Kreuzberg trying to find recommended spots aand falafel (Martas turn for food wish ;). 100% success with food issue!


street art, Berlin, Kreuzberg

I had my critical moment of the weekend when we finally found Libeskinds Jewish Museum. To our surprise it seemed totally hidden between blocks of flats and when we finally saw it, Marta did one big "Oooh", while I almost burst into tears of disapointement. Due to the fact that I know Marta already for some years and she appears to truly like the guy, I expected to find something modern, shiny and ineresting in its shape. What we've found was definetely shiny, but I may have difficulties finding any more moderately positive adjectives.

Libeskind, jewish museum, berlin

We have finished our two-days walking tour at Potsdamer Platz (execly where we started), enjoying sunset and Christmas markets. For the first time in my life I actually regreted that I've never had any german language class, when we accidentaly ordered hot orange juice instead of hot wine (don't ask how. Menu was just confusing). As easy to expect - we slept like babies on our way back to Łódź!

Potsdamer Platz, Berlin, sunset
It was definetely worth to go to Berlin for two days and it might be good to come back few more times to enjoy one of the many museums there or some crazy parties (oh, maybe Lolapalooza? :)). Despite the cold on Saturday, we were pretty lucky with the weather and we could have enjoyed the city with beautiful Sunday sun.
Really good weekend idea!

Just a small remark: if you're willing to admire great, wall-sized murals, choose Łódź for gods sake!

Monday, 29 June 2015

Baltic trip [2]: Helsinki

After almost 11 months since our Baltic Trip, I finally found enough time to catch up on all the travels (I haven't noticed but I actually visited quite a lot of places this year), so I decided to share some photos from Moomins land. 

You can find first part of the Baltic Trip (Tartu, ESN Estonia National Platform, Tallin) HERE. Luckily we both have adventurers' souls, so it was clear for us, that if only had we a chance to visit another city, bah, another country, that none of us have never been to before, we should totally do that. We found prety cheap ferry from Tallin to Helsinki and we spent whole, super hot (yeah… Santa, reindeers, snow? Bullshit. I was literally melting!) day, wandering and sightseeing. 

We took a ferry very early in the morning and after a short nap we could have already admired the Finnish coast. We've met with Mikael from ESN Finalnd not much later, and we spent few next hours visiting the city and Suomenlinna island with this awesome, local guide :)


Helsinki

Helsinki, Moomins

Helsinki, one day in Helsinki

Suomenlinna


We have spent the second half of our day in Helsinki with Totti - my erasmus friend from back when I was young and stupid (2012 :P). It was absolutely awesome to meet him after two years! We were chilling at his balcony and walking barefoot (cause why not?) before we took a ferry back to Tallin.







Tuesday, 12 August 2014

Baltic trip!: część pierwsza: Estonia (Tartu, NP ESN Estonia, Tallin)

Po roku na erasmusie nie miałam absolutnie żadnych planów na wakacje, więc kiedy pojawiła się tylko propozycja odwiedzenia Matisa (kolegi z erasmusa, a zarazem członka ESNu ) w Estonii, udało mi się namówić Patryka na wspólną wyprawę (choć prawdę mówiąc nieszczególnie ciężko się opierał), a plan ewoluował bardziej i bardziej, ciężko było odmówić takiej przygodzie. Dzisiaj więc zapraszam na pierwszą część wspomnień z naszej wyprawy po krajach bałtyckich, czyli raport z Estonii: jeden dzień w Tartu, weekend na NP i jeden dzień w Tallinie.


Niczego by nie było gdyby nie ESN - jak patetycznie by to nie brzmiało, to jednak prawda ;) Matis sprytnie użył argumentu estońskiego National Platform, żeby ściągnąć nas do Estonii. Zostałam bezsilna wobec niesamowitej szansy przeprowadzenia warsztatów, zaprezentowania ESN Polska w tym malutkim kraju, wymiany doświadczeń, podsłuchania i podpatrzenia jak to działa gdzie indziej. Jeszcze w środę odbywałam ostatni dzień praktyk, przygotowywałam gry na warsztaty z komunikacji interpersonalnej, wprowadzałam ostatnie poprawki do prezentacji o motywacji i ESN Polska, pakowałam plecak i już o 2 w nocy spotykałam się na kaliskiej z Patrykiem, dzielnie trzymając pod pachą Włodzimierza (W-Łodzi-mierz jest lwem piratem i maskotką ESN UŁ - prezentem od naszej partnerskiej sekcji z Lyonu). Z Kaliskiej polski bus do Warszawy, podróż metrem, autobusem o 5 rano i już o 6:30 byliśmy zapakowani do autokaru firmy Ecolines, którym z jedną przesiadką w Rydze mieliśmy dotrzeć do Tartu.

Włodzimierz podbił Warszawę wczesnym rankiem

Autokar nas pozytywnie zaskoczył dużą ilością miejsca na nogi, ekranami w siedzeniach i sporą pulą filmów do wyboru. Gdyby nie to, że byliśmy strasznie padnięci po nieprzespanej nocy, to może nawet jakiś obejrzelibyśmy do końca ;) Jedyny minus stanowiła pani pokładowa, która posługiwała się tysiącem języków, ale tylko angielski stanowił wspólny mianownik z tymi, którymi my się posługujemy. Niestety nie był to angielski w najlepszym wydaniu, w dodatku z okropnym akcentem, a pani wprowadzała dużo zamieszania, najpierw uznała, że mamy się przesiąść wcześniej, potem zmieniła zdanie... ale ostatecznie do Tartu jakoś dojechaliśmy w okolicach 12 w nocy lokalnego czasu.

Pierwszą noc spędzaliśmy u Andresa - przewodniczącego ESN Tartu (obecnie ku mojej wielkiej radości nawet ESN Estonia! :)) w jego super rodzinnym domu z przepięknym, radosnym Golden Retriverem. Późnym rankiem następnego dnia Andres jechał do pracy i podrzucił nas do centrum. Spacerowalismy sobie po Tartu najpierw sami, później zaś w towarzystwie Karoli - vice przewodniczacą ESN Estonia. Samo Tartu jest maleńkie (choć jest to drugie co do wielkości miasto Estonii, to mieszka w nim tylko nieco ponad 100tys. mieszkańców. Udało nam się zwiedzić stare miasto, wczłapać na Toomemagi z ruinami katedry, dwoma mostami i budynkami uniwersytetu, kupić lody w nowszej części miasta i przespacerować wzdłuż rzeki do plaży. Cała wyprawa trwała do 16, a ja ją przypłaciłam oparzeniami drugiego stopnia na moim rudolfowym nosie, hej!


Pomnik całujących się studentów na głównym placu miasta





Ogród botaniczny



Już koło 16 zabraliśmy jeszcze ze sobą Agnes, również z ESN Tartu i z Andresem jako kierowcą w nieco ponad dwie godziny podróży przez niekończące się pola i lasy dotarliśmy na miejsce National Platform - do ośrodka kilka kilometrów od Adili (która sama w sobie już jest po środku niczego). 




Wszyscy uczestnicy NP mieszkali w dwóch drewnianych domach, a posiłki przygotowywał finansita ESN Estonia! Atmosfera była bardzo rodzinna, obrady trwały krótko, a resztę czasu wypełniało nam szukanie ZEN, różne warsztaty (poza naszymi z komunikacji i motywacji także te o robieniu dobrych prezentacji, o asertywności a także te poświęcone Exchange Ability - w tym Dinner in the Dark), cała masa enrgizerów (z grubymi kucykami i rekinami na czele) i rumuńskich piosenek. Mieliśmy też sporo czasu na wymianę doświadczeń, więc do Łodzi wróciłam z ogromną motywacją do działania. 

Łódzka reprezentacja



Sobotni, ciężki dzień zakonczyliśmy w saunie i na basenie 








Włodzimierz z maskotką ESN Estonia



Po niesamowitym weekendzie w niedzielę wieczorem już z Matisem przyjechaliśmy do Tallina, by z nim wykonać misję: Tallin w jeden dzień. Długą drogę z przedmieść do centrum umilałam sobie zmuszaniem Matisa do przeprowadzenia podstawowych lekcji estońskiego. Nie zniechęcałam się ale 14 przypadków w deklinacji jednak mnie pokonało i zatrzymałam się na powtarzaniu "dobra dziewczynka", "dobre drzewo", "dobra skała". Przespacerowaliśmy się przez stare miasto, podziwialiśmy budynki na Toompea i widoki z tego wzgórza, pozostałości murów miasta, katedrę Alexandra Nevskiego i zatrzymaliśmy się na lody na rynku dolnego miasta. 









Następnie poszliśmy na piwo i partyjkę olbrzymiej Jengi w ulubionym miejscu Matisa, a potem jeszcze z Helen, którą też znam z Aveiro, poszliśmy na naleśniki i na koniec w okolice Pirita - pozostałości po Olimpiadzie Moskwa 1980 z pięknym widokiem na morze i port. 







Po powrocie czekały nas (znowu!) tylko 4 godziny snu, bo następnego dnia zrywaliśmy się na prom do Helsinek...